
Zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska. Być zwyciężonym i nie ulec - to zwycięstwo.
Józef Piłsudski
Henryk
Leliwa-Roycewicz
(1898 - 1990)
* Pierwszy ułan Rzeczypospolitej
* Zdobywca medalu olimpijskiego
* Dowódca batalionu AK "Kiliński"
Olimpijskie fatum – Berlin 1936
Mija właśnie 90 lat od rozegrania XI Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku, chociaż już w 1912 roku zapadła decyzja o ich zorganizowaniu w roku 1916. Historia zadecydowała, że miało to nastąpić dopiero 20 lat później.
Berlin prześladowało dziwne fatum. Jakby los chciał, aby w tym mieście nie odbyło się największe święto sportu. Już w 1912 roku na sesji MKOl w Sztokholmie postanowiono, że następna olimpiada, w 1916 roku, odbędzie się w Berlinie. Wielu przedstawicieli krajów Europy Zachodniej głosowało za tym wnioskiem. Niestety wydarzenia w Sarajewie i wybuch pierwszej wojny światowej spowodowały, że igrzyska nie odbyły się. Porażka Niemiec i upokarzające warunki pokoju paryskiego sprawiły, że Niemcy miały olbrzymi kompleks niższości wobec świata i próbowały odrabiać te straty na wszystkich odcinkach, także w sporcie.

Sprawa stała się szczególnie aktualna w 1933 roku, kiedy do władzy doszedł Adolf Hitler. Jedną z pierwszych inicjatyw jego rządu była próba odzyskania przez Niemcy pełnego członkostwa w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Podczas sesji MKOl w Wiedniu w 1933 roku przewodniczący Komitetu hrabia Henri de Baillet-Latour nie zawahał się zażądać od władz niemieckich absolutnego przestrzegania wszystkich podstawowych zasad Karty Olimpijskiej. Jeśli jakikolwiek przepis zostałby złamany, Niemcom groziło usunięcie z MKOl i wykluczenie z igrzysk.
XI Olimpiada, której towarzyszyło tyle perypetii, została rozegrana w Berlinie w dniach 1-16 sierpnia 1936 roku. Startowało w niej 4066 zawodników z 49 państw. Najwięcej medali – 89 – zdobyli oczywiście Niemcy: 33 złote, 26 srebrnych i 30 brązowych. Polska ekipa liczyła 125 osób; zdobyliśmy 6 medali: 3 srebrne i 3 brązowe. O ile pod względem organizacyjnym igrzyska wypadły znakomicie – miasto zaprezentowało dziesiątki nowoczesnych obiektów sportowych zgodnych z regułami faszystowskiej architektury, w tym stadion główny na 110 tysięcy widzów. Po raz pierwszy w historii podczas igrzysk pojawiły się olbrzymie telebimy i zastosowane zostały nowoczesne techniki. Natomiast atmosfera igrzysk, wszechobecność armii i służb bezpieczeństwa były porażające. Wysłanniczka polskiej prasy Kazimiera Muszałówna pisała: „Berlin w tych dniach przypomina wielkie koszary. Zewsząd słychać melodie starych pruskich marszów, na każdym kroku mundury Wehrmachtu, SA i Hitlerjugend.
Również pod względem sportowym działania organizatorów pozostawiały wiele do życzenia. W wielu wypadkach niemieccy sędziowie dopuszczali się łamania przepisów, wykazując niezwykłą tolerancję wobec swoich zawodników. Organizatorzy szczególną wagę przywiązywali do konkurencji wojskowych, ponieważ igrzyska miały przede wszystkim wykazać przewagę armii niemieckiej nad resztą świata.
Jeden z bohaterów olimpiady, rotmistrz Leliwa-Roycewicz, który – startując w najważniejszej konkurencji jeździeckiej igrzysk WKKW (Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego) - nieoczekiwanie stał się centralną postacią. Jego wspomnienia obnażają oszustwa, jakich dopuszczali się niemieccy sędziowie, i rozliczne pułapki zastawiane na zagranicznych zawodników. Przypomnijmy co mówił na temat olimpiady – całą jego wypowiedź można przeczytać tutaj.
Zawody jeździeckie w Berlinie kończyły się konkursem hippicznym na głównym stadionie olimpijskim, na którym mimo nienajlepszej pogody zebrało się ponad 100 tysięcy widzów. Bohaterem dnia był niemiecki kawalerzysta hrabia von Wangenheim. Kiedy tylko pojawił się w bramie stadionu, natychmiast rozległy się oklaski. Niestety przed jedną z pierwszych przeszkód jego koń nagle stanął dęba, a następnie przewrócił się, przygniatając jeźdźca. Po dłuższej chwili obaj podnieśli się, kawalerzysta ze złamaną jedną ręką ponownie dosiadł konia i wśród huraganowych oklasków ukończył parcours.
Bilans zawodów hippicznych był tragiczny. Publiczność oglądała widowisko, które nie miało nic wspólnego z charakterem współczesnych sportów. Prawie 50% zawodników zostało wyeliminowanych z walki. Na trasę co chwilę wyjeżdżały karetki pogotowia, wywożąc zarówno zawodników, jak i konie, kilkunastu sportowców miało połamane kończyny, dwa wierzchowce trzeba było dobić na miejscu. Znany angielski dziennikarz John Rodda nazwał to „krwawą jatką berlińską”.
Wracając jeszcze do wspomnień Henryka Roycewicza, należy zwrócić uwagę na fakt, iż wszystkie jego opinie mają charakter bardzo umiarkowany. Uważał, że igrzyska olimpijskie są najwyższą próbą dla każdego sportowca i wymagania stawiane przed olimpijczykami powinny być wyższe niż przed innymi zawodnikami. Nawet w stosunku do sędziów jest w swych ocenach łagodny. Dopiero w latach 60-tych jego opinie stały się bardziej radykalne.
Po zakończeniu Igrzysk w Berlinie nasi reprezentanci zostali przyjęci przez wysokie władze państwowe. Rotmistrz Roycewicz otrzymał srebrny Krzyż Zasługi.
Zbigniew Chmielewski
36. ROCZNICA ŚMIERCI ROTMISTRZA HENRYKA LELIWY-ROYCEWICZA
18 czerwca 2026 r. na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odbyły się uroczystości upamiętniające 36. rocznicę śmierci Rotmistrza Henryka Leliwy-Roycewicza – dowódcy Batalionu AK „Kiliński”, Powstańca Warszawskiego, żołnierza kampanii 1939 roku i niezłomnego patrioty. Uroczystość poprowadził Prezes Ogólnokrajowego Środowiska Batalionu AK „Kiliński” Jacek Łapko. Obecne były poczty sztandarowe ze Szkoły im. Marcina Kasprzaka oraz Szkoły św. Tomasza z Akwinu. Wśród uczestników znalazł się także bratanek Rotmistrza – Stefan Roycewicz, harcerze, kombatanci oraz przedstawiciele organizacji patriotycznych. Wzruszającym momentem było wspomnienie Lecha Charewicza, który znał osobiście Henryka Leliwę-Roycewicza i przypomniał Go jako człowieka prawego, honorowego i wiernego swoim zasadom. Po odśpiewaniu Hymnu Narodowego delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze przy grobie Bohatera. Następnie uczestnicy posadzili kwiaty w kwaterze Batalionu AK „Kiliński”. Jak zawsze ogromne wsparcie okazali harcerze, 27 WDH-y "Baon" im. Antoniego Godlewskiego ps. Antka Rozpylacza których pomoc i zaangażowanie są nieocenione.
Violetta Lubacz
Wicepres Zarządu
Ogólnokrajowego Środowiska Batalionu AK "Kiliński"
Zdjęcia z uroczystości TUTAJ
Zbigniew Chmielewski
- dziennikarz, historyk, sportowiec, autor kilku książek o Henryku Leliwie-Roycewiczu:
"Byłem świadkiem rodzenia się legendy Roycewicza..."
Wideo nagrane 3 lipca 2024
w domu Stefana i Marii Roycewiczów
w Warszawie
"Dzisiaj, kiedy tak często dyskutujemy o etosie Armii Krajowej i szukamy wzorców postaw patriotycznych, Henryk Leliwa-Roycewicz jest przykładem nieustraszonego w boju dowódcy. Do końca związany był z Batalionem AK «Kiliński», za co po wojnie przyszło mu płacić niejednokrotnie wysoką cenę. Gdybyśmy chcieli sporządzić listę najwybitniejszych żołnierzy stulecia walki o niepodległość, zasłużyłby na to, by znaleźć się na poczesnym miejscu” – mówi kombatant, działacz Światowego Związku Żołnierzy AK, prezes Środowiska Żołnierzy Batalionu „Kiliński” Janusz Jakubowski.
Urodzony na Kresach, wychowanek kowieńskiego oddziału Polskiej Organizacji Wojskowej, w 1919 roku walczył na froncie litewsko-białoruskim. W 1939 roku, już jako oficer Wojska Polskiego, dowodził szwadronem ułanów pod Krasnobrodem, 1 sierpnia 1944 roku dał sygnał do rozpoczęcia Powstania Warszawskiego, a potem dowodził Batalionem „Kiliński”, wraz z którym zdobył gmach PAST-y. Inwalida wojenny, w 1939 roku trafiła go kula sowiecka, a w 1944 – niemiecka. Dwukrotnie uciekał z niewoli, najpierw z sowieckiej, potem z niemieckiej.
„Przyrzekłem sobie, że nigdy nie będę żył pod władzą rosyjską” – wyznał w 1950 roku podczas przesłuchań na UB, co sprawiło, że skazany został na sześć lat więzienia. Wolność była wartością, którą cenił najwyżej. Mimo represji, jakie spotykały nie tylko jego, ale także całą rodzinę, nie zrezygnował z działalności na rzecz Batalionu AK „Kiliński”; należał do grona założycieli Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Pozostał „żołnierzem niezłomnym”. Aktywny do ostatnich dni życia, doczekał przełomu 1989 roku.
Za bohaterstwo na polu walki został dwukrotnie odznaczony orderem Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyżem Walecznych. W 1990 roku na kilka miesięcy przed śmiercią otrzymał awans do stopnia pułkownika.
Ważną rolę w jego życiu odegrało jeździectwo; sportowi temu poświęcił najlepsze młodzieńcze lata. Nagrodą był srebrny medal olimpijski wywalczony podczas Igrzysk w Berlinie w 1936 roku. Henryk Leliwa-Roycewicz to także jedna z najważniejszych postaci w stuletniej historii Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Zbigniew Chmielewski, maj 1918
Teksty zamieszczone na stronie powstały na podstawie książki Zbigniewa Chmielewskiego "Rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz i jego żołnierze”, materiałów archiwalnych i rodzinnych oraz innych źródeł, które zostały ponownie przejrzane i opracowane na potrzeby tej publikacji.
