top of page
Henryk Leliwa-Roycewicz na obrazie znajdującym się w gmachu PAST-y; zdjęcie Aleksandra Roycewicz

W ostatnich latach życia Henryk Leliwa-Roycewicz mieszkał przy ulicy Hibnera 9, dzisiejszej Zgoda, niemal w samym sercu miasta, o które walczył w 1944 roku. Lubił przychodzić rano na kawę do niewielkiej kawiarni obok księgarni „Nike”. Można go było spotkać w Pasażu Śródmiejskim albo na Chmielnej – z laseczką w dłoni, zawsze elegancko ubrany. Starsi warszawiacy, pamiętający Powstanie, rozpoznawali go i pozdrawiali.

Pewnego dnia kobieta prowadząca za rękę małego chłopca zatrzymała się na jego widok i powiedziała: „To jest właśnie pan rotmistrz «Leliwa» z PAST-y, o którym ci tyle opowiadałam”.

Mieszkał sam, ale samotny nie był. Jego drugą rodziną pozostawali dawni żołnierze Batalionu „Kiliński”. „Ciągle dzwoni telefon lub ktoś puka do drzwi” – pisał w 1987 roku „Tygodnik Powszechny”. Przychodzili jego dawni „chłopcy” i „dziewczęta”, już wtedy ludzie po sześćdziesiątce, często dziadkowie i babcie. Więzi powstałe podczas dwóch miesięcy walk okazały się silniejsze niż upływ czasu.

Już w 1957 roku, niedługo po wyjściu z więzienia, Roycewicz powołał Środowisko Żołnierzy Batalionu AK „Kiliński”. Przez następne dziesięciolecia zabiegał o zachowanie pamięci o swoich żołnierzach i ich walce. W 1978 roku odsłonięto tablicę pamiątkową na gmachu PAST-y, rok później kolejne miejsca pamięci. W 1989 roku „Leliwa” znalazł się wśród założycieli Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej, które następnie weszło w struktury tworzącego się Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Władze PRL długo nie potrafiły pogodzić się z legendą oficera Armii Krajowej, którego wcześniej skazały na wieloletnie więzienie. Dopiero 2 sierpnia 1986 roku, po wieloletnich staraniach jego żołnierzy, Henryk Roycewicz został udekorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

Pozostała jeszcze jedna miłość – konie.

Dopóki starczało mu sił, odwiedzał stajnie Legii, nieraz wcześnie rano, zanim pojawili się pracownicy. Miał swoich ulubieńców, karmił je, poił i doglądał podczas choroby. Wanda Wąsowska, olimpijka z 1980 roku, wspominała, że jak nikt potrafił zaplatać końskie grzywy tak, jak robiono to niegdyś w pułkach ułańskich.

Także jego mieszkanie przypominało o tej pasji. Na ścianach wisiały obrazy koni, wśród nich podobizna Arlekina III, a obok pamiątki, plakietki i puchary zdobyte podczas wieloletniej kariery sportowej. Minęło pół wieku od olimpijskiego Berlina, ale dla Henryka Roycewicza świat kawalerii nigdy naprawdę nie odszedł.

Na cztery miesiące przed śmiercią, na wniosek Środowiska Żołnierzy Batalionu „Kiliński”, został mianowany pułkownikiem ze starszeństwem od 27 września 1944 roku.

Zmarł we śnie w nocy 18 czerwca 1990 roku. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim, w kwaterze Batalionu „Kiliński”, pośród swoich żołnierzy i obok żony „Luty”.

Śmierci się nie bał. Przez całe życie żołnierza zaglądała mu w oczy wielokrotnie. Kiedy czuł, że jego życie dobiega końca, własnoręcznie napisał swój nekrolog. Zamknął w kilku zdaniach drogę, która prowadziła z rodzinnego Janopola przez Grudziądz, Prużanę, olimpijski Berlin, Krasnobród, barykady Warszawy, więzienie na Rakowieckiej i we Wronkach – aż do wolnej Polski.

Na końcu wymienił swoje odznaczenia. Nie napisał natomiast o tym, co być może najlepiej świadczyło o jego życiu: że po niemal pół wieku dawni żołnierze nadal przychodzili do niego jak do swojego dowódcy, a na ulicach Warszawy obcy ludzie zatrzymywali dzieci, żeby pokazać im starszego pana z laseczką i powiedzieć:

„To jest właśnie rotmistrz «Leliwa» z PAST-y”.

Podstawowym źródłem wykorzystanym przy opracowaniu strony była książka Zbigniewa Chmielewskiego „Rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz i jego żołnierze”, wydana w 2018 roku przez wydawnictwo Klubu Dziennikarskiego MEDIA. Z książki, za zgodą autora, przytaczane są również fragmenty tekstu. 

Strona wykorzystuje także wspomnienia i relacje Henryka Leliwy-Roycewicza, dokumenty archiwalne — w tym materiały Instytutu Pamięci Narodowej — rodzinne archiwum Roycewiczów, fotografie, dokumenty, publikacje oraz relacje osób związanych z bohaterem tej opowieści.

Przy przygotowaniu tej wersji strony wykorzystano również sztuczną inteligencję (ChatGPT), jako narzędzie wspomagające analizę i porównywanie materiałów źródłowych, w tym dokumentów IPN, porządkowanie obszernej dokumentacji oraz prace redakcyjne. Ostateczny wybór materiałów, interpretacja źródeł i kształt publikowanych tekstów należą do autorów strony.

bottom of page