Olimpijczyk
W czerwcu 1958 roku Polski Związek Jeździecki opublikował wspomnienia Henryka Leliwy-Roycewicza z olimpijskiego konkursu WKKW w Berlinie. Była to pierwsza obszerna relacja napisana przez samego uczestnika wydarzeń. Powstała zaledwie dwadzieścia dwa lata po igrzyskach i zawiera szczegółowy opis przygotowań, przebiegu zawodów oraz dramatycznych wydarzeń, które pozbawiły go szansy na indywidualny medal olimpijski. Poniżej przedstawiamy oryginalne strony biuletynu wraz z krótkimi streszczeniami.




Droga do Berlina
Henryk Leliwa-Roycewicz rozpoczyna swoje wspomnienia od przygotowań do Igrzysk Olimpijskich. Opisuje wielomiesięczne szkolenie reprezentacji w Grudziądzu, kolejne starty eliminacyjne oraz wybór ostatecznego składu polskiej ekipy. Szczególne miejsce poświęca swojemu koniowi Arlekinowi, który już przed wyjazdem do Berlina potwierdził wyjątkową klasę.
Po pierwszym dniu olimpijskiego konkursu Polacy osiągnęli wynik lepszy od gospodarzy igrzysk. To właśnie wtedy Henryk uwierzył, że ma realną szansę nie tylko na sukces drużyny, ale również na medal indywidualny.
„Gdyby tej fatalnej pomyłki nie było, ja osobiście miałem duże szanse zdobycia indywidualnie Medalu Olimpijskiego.”



Dramatyczny cross
Drugiego dnia zawodów rozpoczęła się najtrudniejsza próba olimpijskiego konkursu WKKW – wymagający cross na dystansie 36 kilometrów. Arlekin spisywał się znakomicie i pewnie pokonywał kolejne przeszkody. Dopiero przy słynnej sadzawce doszło do wydarzenia, które na zawsze pozostało w pamięci Henryka Roycewicza.
Koń wraz z jeźdźcem wpadł do wody, choć – jak zauważył autor wspomnień – zawodnicy wybierający inną linię przejazdu bezpiecznie omijali niebezpieczne miejsce. Chwilę później doliczono mu również o 40 punktów karnych więcej, niż przewidywał regulamin.
Jeszcze większy dramat rozegrał się kilka kilometrów dalej. Jadącego bezbłędnie Henryka zatrzymano na trasie z powodu domniemanej pomyłki. Kiedy wrócił do wskazanej przeszkody, okazało się, że żadnego błędu nie popełnił. Straconego czasu nie można było już jednak odzyskać.
„Pułapka ta była zrobiona świadomie…”
„Otrzymałem 40 punktów więcej niż należało się – zupełnie niesłusznie.”
„Po sprawdzeniu otrzymałem odpowiedź, że żadnego błędu przy 10-tej przeszkodzie nie popełniłem i że mogę jechać dalej.”



Srebrny medal i pamięć o Berlinie
Po zakończeniu zawodów polska ekipa złożyła oficjalny protest, przedstawiając dokumentację fotograficzną i wskazując błędy popełnione podczas oceny przejazdu. Choć część argumentów została uznana, decyzji Jury nie zmieniono. Henryk Leliwa-Roycewicz do końca życia uważał, że wydarzenia podczas olimpijskiego crossu pozbawiły go szansy na indywidualny medal.
Mimo tych kontrowersji reprezentacja Polski wywalczyła drużynowy srebrny medal olimpijski – jeden z największych sukcesów w historii polskiego jeździectwa. Po powrocie do kraju zawodnicy zostali uhonorowani przez Ministra Spraw Wojskowych, a Henryk Roycewicz otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.
Kończąc swoje wspomnienia, autor nie skupia się wyłącznie na własnym rozczarowaniu. Z uznaniem opisuje także postawę niemieckiego jeźdźca Konrada von Wangenheima, który mimo ciężkiej kontuzji ukończył konkurs, zapewniając swojej drużynie złoty medal. To charakterystyczny rys Henryka Roycewicza – rycerski szacunek dla przeciwnika, nawet po tak bolesnym doświadczeniu.
„Uważam dotychczas, że decyzja Jury była niezmiernie krzywdząca…”
„Po powrocie do kraju zostaliśmy przyjęci przez Ministra Spraw Wojskowych gen. Kasprzyckiego, który podziękował nam za godne reprezentowanie barw polskich.”







