top of page

Wrzesień 1939

Latem 1939 roku wojna była już niemal wyczuwalna, choć wciąż trudno było uwierzyć, że naprawdę nadejdzie. Podczas prywatnego pobytu w Warszawie rotmistrz Henryk Leliwa-Roycewicz spotkał w Alejach Ujazdowskich podpułkownika Antoniego Szymańskiego, attaché wojskowego Rzeczypospolitej w Berlinie. Nie widzieli się od blisko trzech lat. Przy kawie wspominali igrzyska olimpijskie i przygody polskich jeźdźców w Berlinie. W pewnej chwili rozmowa zeszła jednak na politykę. Szymański ściszył głos i ostrzegł Roycewicza, że sytuacja międzynarodowa jest fatalna. Wojna z Niemcami wydawała się nieunikniona.

Kilka tygodni później przewidywania te stały się rzeczywistością.

1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę. Dla Henryka skończył się świat sportowych zawodów, konnych konkursów i olimpijskich wspomnień. Rozpoczynała się prawdziwa wojna, do której przygotowywał się przez całe swoje wojskowe życie.

Roycewicz służył w 25 Pułku Ułanów Wielkopolskich, należącym do Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Jednostka weszła do walki już w pierwszych dniach kampanii. Polscy kawalerzyści działali w niezwykle trudnych warunkach – pod nieustanną presją niemieckiego lotnictwa i wojsk pancernych, przy coraz większych problemach z łącznością, zaopatrzeniem i rozkazami, które często docierały z opóźnieniem albo przestawały odpowiadać sytuacji na froncie.

Rozpoczął się długi marsz na południe.

Nowogródzka Brygada Kawalerii, dowodzona przez generała Władysława Andersa, cofała się wraz z innymi polskimi oddziałami, próbując uniknąć okrążenia i zachować zdolność bojową. Kolejne dni oznaczały dziesiątki kilometrów pokonywanych konno, krótkie postoje, potyczki z nieprzyjacielem i coraz większe zmęczenie ludzi oraz koni. Drogi zapełniały się wojskiem i tysiącami cywilnych uchodźców uciekających przed frontem.

Dla przedwojennego kawalerzysty był to świat dobrze znany, a zarazem całkowicie odmieniony. Koń, przez lata partner sportowy i towarzysz wojskowej służby, teraz decydował o możliwości przetrwania, wykonania rozkazu i wydostania się z okrążenia. Nie było już konkursowych parkurów, punktów karnych ani publiczności. Były naloty, ostrzał, nocne marsze i nieustanna niepewność tego, co przyniesie następny dzień.

17 września sytuacja Polski stała się dramatyczna. Od wschodu granicę przekroczyła Armia Czerwona. Walczące jeszcze oddziały znalazły się pomiędzy dwiema armiami najeźdźców. Mimo to Nowogródzka Brygada Kawalerii nie złożyła broni. Kierowała się na południe, ku granicy węgierskiej, podejmując po drodze kolejne walki.

bottom of page