top of page

Represje i proces

Osiedle domków fińskich w Warszawie

Po zakończeniu wojny Henryk Leliwa-Roycewicz próbował powrócić do normalnego życia. Zamieszkał z rodziną w fińskim domku przy ulicy Wawelskiej w Warszawie. W 1946 roku ukończył wyższy kurs administracyjny i podjął pracę w Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych jako specjalista do spraw hodowli koni. Wyjeżdżał służbowo do Danii, Szwecji i Norwegii, gdzie uczestniczył w zakupach koni dla państwowych stadnin.

Jednocześnie od pierwszych miesięcy po wojnie utrzymywał bliski kontakt z dawnymi żołnierzami Batalionu „Kiliński”. Pomagano rodzinom poległych, poszukiwano miejsc pochówku powstańców i porządkowano informacje o losach żołnierzy batalionu.

Wiosną 1946 roku, po spotkaniu z pułkownikiem Janem Mazurkiewiczem „Radosławem”, Roycewicz podjął się zorganizowania Komitetu Ekshumacyjnego Batalionu „Kiliński”.

„Jako dowódca uważałem za swój święty żołnierski obowiązek objęcie opieką wszystkich żyjących podwładnych, a także zaopiekowanie się mogiłami poległych” – wspominał po latach.

Został przewodniczącym komitetu, którego sekretarzem był Bronisław Lubicz-Nycz, a skarbnikiem Leon Niemkiewicz. Sporządzano wykazy mogił rozsianych po ulicach, placach, podwórkach i parkach Śródmieścia, organizowano ekshumacje i pogrzeby na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach oraz zbierano pieniądze na budowę pomnika poległych żołnierzy batalionu. Pogrzeby powstańców gromadziły coraz większe tłumy warszawiaków. Dla władz komunistycznych pamięć o Armii Krajowej stawała się problemem politycznym. W raportach Urzędu Bezpieczeństwa uroczystości na Powązkach określano jako „demonstracje o charakterze politycznym”, a działalność środowiska „Kilińskiego” objęto obserwacją.

Aresztowanie

W nocy z 12 na 13 stycznia 1949 roku funkcjonariusze UB wtargnęli do domu Roycewiczów przy ulicy Wawelskiej.

„W progu stał funkcjonariusz UB z wycelowanym w moją stronę rewolwerem. Z okrzykiem: «Ręce do góry!» wtargnął do środka i natychmiast zaczęła się rewizja”.

Zabrano korespondencję, fotografie, notatki, dokumenty i książki adresowe. Henryka Roycewicza skutego kajdankami przewieziono do więzienia mokotowskiego przy ulicy Rakowieckiej i osadzono w X Pawilonie.

Rozpoczęły się wielomiesięczne przesłuchania. Śledczy próbowali wykazać jego związki z generałem Władysławem Andersem i działalność wymierzoną przeciwko komunistycznemu państwu. Roycewicz nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Przesłuchiwano go dniami i nocami, pozbawiano snu, bito i poddawano torturom.

Podczas jednego z przesłuchań powróciła również sprawa wydarzeń z września 1939 roku. Zapytany, dlaczego uciekł ze szpitala w Stryju i znalazł się po niemieckiej stronie linii frontu, odpowiedział:

„Przyrzekłem sobie kiedyś, że nigdy nie będę żył pod władzą rosyjską”.

W najcięższych chwilach śledztwa ratował się wspomnieniami. Powracał myślami do igrzysk olimpijskich i konkursów jeździeckich, a przede wszystkim do szarży 25. Pułku Ułanów Wielkopolskich pod Krasnobrodem.

"Oskarżony o podtrzymywanie mitu Armii Krajowej"

- rozmowa ze

Zbigniewem Chmielewskim

- dziennikarzem, historykiem, sportowcem, autorem kilku książek o Henryku Leliwie-Roycewiczu:

 

Wideo nagrane 3 lipca 2024

w domu Stefana i Marii Roycewiczów

w Warszawie

Przed sądem

Akt oskarżenia sporządzono 25 grudnia 1949 roku. Wielomiesięczne śledztwo nie potwierdziło zarzutów o działalność wywiadowczą. Ostatecznie jednym z głównych dowodów rzekomej działalności przeciwko państwu stało się utworzenie Komitetu Ekshumacyjnego, utrzymywanie kontaktów z byłymi żołnierzami Batalionu „Kiliński”, prowadzenie ich ewidencji oraz zbieranie pieniędzy na pomnik poległych.

W akcie oskarżenia zapisano, że Henryk Leliwa-Roycewicz, organizując Komitet Ekshumacyjny i tworząc więź pomiędzy dawnymi żołnierzami batalionu, działał „w zamiarze usunięcia przemocą” ówczesnych władz i zmiany ustroju państwa.

25 kwietnia 1950 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem majora Mieczysława Widaja skazał Henryka Leliwę-Roycewicza na sześć lat więzienia, cztery lata pozbawienia praw publicznych i obywatelskich oraz przepadek całego mienia. Wyrok został utrzymany w mocy 17 listopada 1950 roku.

Podobne wyroki otrzymali Bronisław Lubicz-Nycz i Leon Niemkiewicz.

 

Więzienie

W marcu 1951 roku Roycewicz został przewieziony do więzienia we Wronkach, jednego z najcięższych zakładów karnych dla więźniów politycznych w stalinowskiej Polsce. Panowały tam głód, przeludnienie i brutalny rygor. Wielu więźniów chorowało na gruźlicę i inne choroby zakaźne. Roycewicz uważał później, że przetrwanie więzienia zawdzięczał między innymi odporności organizmu wypracowanej przez lata sportu, treningów i służby wojskowej.

Później przebywał w więzieniu w Iławie a następnie - od 1 grudnia 1953 - w Barczewie. 

W kwietniu 1954  - po ponad pięciu latach więzienia - odzyskał wolność.

„Kiedy przekroczyłem bramę więzienną, podniosłem głowę – nade mną niebieskie niebo i przepływające po nim chmury. Dla kogoś, kto przez cztery lata oglądał świat przez niewielkie, zakratowane okienko, był to najpiękniejszy widok”.

 

bottom of page