Zdobycie PAST-y
20 sierpnia 1944
Gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej przy ulicy Zielnej był jednym z najważniejszych niemieckich punktów oporu w centrum Warszawy. Mieściła się tu centrala telefoniczna, zapewniająca łączność niemieckim władzom i wojsku, a wysoki, masywny budynek stanowił znakomity punkt obserwacyjny i ogniowy. Z jego górnych pięter Niemcy ostrzeliwali Zielną, Bagno, plac Grzybowski i Marszałkowską. PAST-a, nazywana przez kronikarzy „cierniem w sercu stolicy”, od pierwszych dni Powstania była celem kolejnych ataków.
Zdobycie gmachu stało się jednym z największych sukcesów Batalionu „Kiliński” i najważniejszą operacją dowodzoną przez rotmistrza Henryka Roycewicza - „Leliwę”.
Autorem zdjęcia płonącej PAST-y a także ponad 1000 zdjęć dokumentujących Powstanie był EUGENIUSZ LOKAJSKI "Brok" - sportowiec, olimpijczyk (przed II wojną jeden z najlepszych oszczepników świata), dowódca plutonu w kampanii wrześniowej, żołnierz Armii Krajowej. W Powstaniu Warszawskim służył w kompanii sztabowej "KOSZTA". Brał udział w natarciach na lokal "Esplanada", na gmach PAST-y i na komendę policji na Krakowskim Przedmieściu. To on utrwalił na taśmie fotograficznej moment wyjścia Niemców z podziemi PAST-y; na tym podkolorowanym zdjęciu w czerwonym kółku, z laseczką, jest Henryk Leliwa-Roycewicz.
Eugeniusz Lokajski zginął 25 września 1944 pod gruzami kamienicy przy ulicy Marszałkowskiej 129.

Przygotowania do szturmu
Do decydującego ataku przygotowywano się bardzo starannie. „Leliwa” miał do dyspozycji około trzystu żołnierzy Batalionu „Kiliński”, kompanię KOSZTA kapitana Stefana Michy „Kmity”, grupę saperską Okręgu Warszawskiego AK kapitana Jerzego Skupieńskiego „Jotesa” oraz kobiecą drużynę minerską Zofii Franio „Doktor”.
Szczególne znaczenie miały dwie motopompy oraz zgromadzone w kilkunastu beczkach około trzy tony ropy i benzyny. Plan zakładał wykonanie wyłomów w murach, wtargnięcie grup szturmowych do wnętrza oraz użycie płonącej mieszanki do wyparcia niemieckiej załogi z kolejnych kondygnacji.
W nocy z 19 na 20 sierpnia oddziały zajęły stanowiska wokół PAST-y. Żołnierze przemieszczali się w całkowitej ciszy i ciemności, trzymając się wzajemnie za pasy. Punkt dowodzenia rotmistrza „Leliwy” znajdował się przy Zielnej 34.
O północy dowódca osobiście sprawdził rozmieszczenie i gotowość wszystkich grup. Niemcy nie spodziewali się ataku.
Nocny szturm
O godzinie 2.30 eksplodowały ładunki umieszczone w sąsiednich budynkach. Wybuchy otworzyły drogę grupom szturmowym, choć jeden z nich był tak silny, że spowodował zawalenie części ściany i utrudnił wejście do gmachu.
Uruchomiono motopompę. W ciągu minuty na pierwsze piętro wpompowano około tysiąca litrów mieszanki ropy i benzyny. Pierwsza próba podpalenia nie przyniosła rezultatu, lecz po wtłoczeniu kolejnej porcji paliwa budynek stanął w ogniu.
W płonącym gmachu rozpoczęła się niezwykle ciężka walka. Niemcy bronili kolejnych pięter ogniem karabinów maszynowych i granatami. Powstańcy próbowali wedrzeć się przez wyłomy i główną bramę. Wśród atakujących byli żołnierze „Kilińskiego”, saperzy i minerki.
Jedna z nich, Barbara Matysówna „Baśka”, zapamiętała chwile, gdy jej grupa została przyciśnięta ogniem wśród dymu i płomieni:
„Piekło – już strzelają do nas. […] Nie możemy się ruszyć – pożar szaleje. Niemcy trzymają nas w ogniu, dym wdziera się wszędzie i zaczynamy się dusić”.
PAST-a płonie
Około godziny siódmej rano, po meldunkach dowódców grup szturmowych, „Leliwa” nakazał ponownie uruchomić motopompy. Płomienie objęły kolejne kondygnacje. Niemiecka załoga wyrzucała przez okna wszystko, co mogło się zapalić. Nad budynkiem pojawiły się niemieckie samoloty, a na maszcie na dachu wywieszono żółtą flagę – sygnał oczekiwania na pomoc.
Pomoc jednak nie nadeszła.
Ogień niemiecki stopniowo słabł. Część obrońców próbowała wydostać się z budynku, inni zeszli do piwnic. Gdy „Leliwa” ustalił, gdzie schroniła się większość załogi, wezwał Niemców do kapitulacji.
Zaczęli wychodzić z podziemi – wyczerpani, osmaleni, półprzytomni od dymu i wielogodzinnej walki. Wokół zgromadził się wzburzony tłum mieszkańców. Aby nie dopuścić do samosądów, „Leliwa” nakazał sprowadzić specjalny oddział wartowniczy i otoczyć jeńców ochroną.
„Bronimy się. Jesteśmy odcięci”
O sytuacji niemieckiej załogi opowiada znaleziony po zdobyciu PAST-y dziennik żołnierza Kurta Hellera. Już 2 sierpnia zanotował:
„Bronimy się. Jesteśmy odcięci”.
Kilka dni później pisał o braku wody i żywności, śmierci kolejnych kolegów i narastającym strachu. 17 sierpnia zapisał:
„Polacy chcą nas wypędzić ogniem i butelkami z benzyną”.
Ostatni zapis pochodził z 19 sierpnia:
„Nie ma szans na jakąkolwiek pomoc”.
Następnego dnia PAST-a została zdobyta. Kurt Heller znalazł się wśród 114 niemieckich żołnierzy wziętych do niewoli.
Biało-czerwona nad PAST-ą
Po zakończeniu walk „Leliwa” rozkazał zawiesić na szczycie gmachu polską flagę. Trzech żołnierzy 3. Kompanii, prowadzonych przez strzelca „Ora” – Teodora Karczewskiego – przedostało się przez zniszczone i wciąż płonące wnętrza na dach.
Nad PAST-ą pojawiła się biało-czerwona flaga.
Zdobycie gmachu było jednym z największych sukcesów militarnych Powstania Warszawskiego. 22 sierpnia dowódca Obwodu Śródmieście ppłk „Radwan” w specjalnym rozkazie wyróżnił 63 uczestników walk, wśród nich dziewięć kobiet. Szczególną rolę w operacji odegrały minerki z oddziału „Doktor”, sanitariuszki, łączniczki i dziewczęta ze służb łączności.
Zwycięstwo zostało okupione wysoką ceną. W walkach o PAST-ę poległo 25 żołnierzy Batalionu „Kiliński” oraz 10 powstańców z innych oddziałów.
Na frontowej ścianie budynku przy Zielnej do dziś widnieje tablica przypominająca:
„20 sierpnia 1944 roku Batalion «Kiliński» przy udziale innych oddziałów powstańczych po krwawych walkach zdobył ten gmach”.

Zdjęcia pochodzą z książki napisanej przez Henryka Leliwę-Roycewicza i wydanej w 1979 roku w Londynie nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej. W książce jest też lista poległych żołnierzy - zarówno tych, którzy zginęli w walkach na ulicach Warszawy, w starciach zbrojnych, w kaźniach gestapo i tych, którzy zmarli w obozach.

Norman Davies w Warszawie
Znakomity angielski historyk Norman Davies otrzymał niedawno tytuł Człowieka Roku 2025 „Gazety Wyborczej”. Członkowie redakcji i redaktor naczelny Adam Michnik przyznali to wyróżnienie „w uznaniu za nieustanne poszukiwania prawdy, za wytrwałe uczenie Zachodu poplątanej historii Polski i pokazywanie jej z różnych perspektyw, za literaturę historyczną najwyższej próby, pokazującą kulturalne bogactwo tej części Europy. I za uparte przypominanie Polakom, że są częścią Zachodu”.
W swym bogatym dorobku naukowym Norman Davies ma blisko 20 pozycji poświęconych historii Europy Wschodniej. W jego twórczości Polska zajmuje szczególne miejsce. Do naszego kraju przyjechał w 1962 roku jako student i z miejsca zakochał się w Krakowie. Doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim, poślubił Polkę, a w 2014 roku przyjął polskie obywatelstwo. Jego książki „Boże Igrzysko”, „Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda”, a przede wszystkim „Powstanie ‘44” stały się bestsellerami i sprawiły, że świat postrzega nasz kraj nieco inaczej niż wcześniej. Mimo podeszłego wieku nie zamierza odkładać pióra i gromadzi materiały o Powstaniu Warszawskim i jego uczestnikach. Być może w tych pracach pomocna mu będzie książka „Sportowcy w Powstaniu Warszawskim”, w której opisana jest również historia rotmistrza Leliwy Roycewicza.













